Kolaż - baner z bloga i zdjęcie profilowe z fanpage Wszystkie moje bziki

Prosząc autorkę bloga Wszystkie moje bziki o udział w niniejszym wpisie, widziałam jak tworzę z Nią wywiad fabularyzowany na miarę Macieja Wojtasa, a przynajmniej post napędzany moimi wysublimowanymi żartami i ironicznymi, acz celnymi komentarzami. Po czym przebudziłam się.

Byłam zaskoczona tym, z jaką trudnością przychodziło mi zabranie się za temat, który sama wybrałam do rozmowy – szeroko rozumiane blogowanie. Uderzyło mnie, jakie mieszane uczucia we mnie wzbudza, wręcz jakie pokłady zgorzknienia wydobywa. Planowałam iść w heheszki podczas zadawania pytań, okazało się, że do tego tematu podchodzę poważniej, niż sądziłam, a do tego z dużą dozą tendencyjności.

Miałam jednak tę przewagę, że do interwiu zaprosiłam po prostu odpowiednią osobę, która z lekkością potrafi pisać nawet o pasożytach, więc nie martwiłam się moim brakiem kreatywnego podejścia do przeprowadzenia wywiadu 🙂

Autorka Wszystkie moje bziki bloguje już od sześciu lat (w kwietniu zacznie siódmy rok blogowania 🙂 )! Jest bardzo płodną w posty blogerką, co zawsze budziło moją zazdrość 😉 , tak dla przykładu od stycznia do 14 lutego tego roku, ma już na swoim koncie 27 wpisów 🙂 Najczęściej pisze o kosmetykach, przedstawia makijaże, ale to lajfstajlowa strona Jej bloga skradła moje serce 🙂 (np. mój ulubieniec post o kiblu Magdy Gessler). W grudniu ubiegłego roku Joanna zmieniła nazwę bloga z Wake up – Make up! na Wszystkie moje bziki 🙂

Zdjęcia wykorzystane w wywiadzie pochodzą z bloga Joanny, a wybrałam je ja, każda fotografia odpowiada konkretnemu wpisowi, tak więc zapraszam do klikania i zapoznawania się lub przypomnienia postów z bloga Wszystkie moje bziki! 🙂

Ok – ja już nie przedłużam – zapraszam na wywiad 🙂

Toaleta znajdująca się w restauracji "U Fukiera"

To post o tym konkretnym kiblu skradł moje serce 🙂 

Czujesz się doceniona przez blogosferę?

Hmm… Różnie to bywa… Cieszy mnie każde wyświetlenie mojego posta, komentarz, nowy obserwator… Bardzo lubię i szanuję Moich Stałych Czytelników. Ale nie sposób uciec od porównywania z innymi – chociaż „Porównywanie się to zabójca radości” (T. Roosevelt,): no bo tak patrzę czasem na niektóre blogi, wpisy, i zastanawiam się, skąd ta ich popularność? Tyle wyświetleń, tyle komentarzy, tylu obserwatorów, tyle współprac u kogoś, kto jeszcze dwa lata temu nie blogował? A ja nie widzę tam ani szczególnej treści, ani zdjęć, ani wyróżniania się wśród innych. Nic do podziwiania, do nauczenia się. No to jak zachwyca skoro nie zachwyca?

Jestem coraz bardziej rozczarowana blogosferą: mam wrażenie, że w niektórych blogach już wszystkie wpisy są we współpracy, wszędzie tam w tym czasie pojawia się to samo, a niektórzy autorzy blogów kosmetycznych sami już chyba nie kupują  sobie żadnych kosmetyków… Nie jestem przeciwniczką współprac – ale chyba współpraca, a wrażenie u czytającego, że ktoś jest na etacie u szeregu firm i już nic bezinteresownie nam nie poleca/odradza, tylko chce namówić nas do kupna czyli nam coś sprzedać – jak wszyscy naokoło! – to dwie różne rzeczy?

Rozumiem, że blogowanie – coś, co pojawiło się jako hobby teraz staje się u niektórych zawodem, branżą, ale czy frajda z pisania bloga i czytania innych, aż tak musi na tym tracić? Zapewne też niektórzy zakładają bloga już na wstępie myśląc o nim jako źródle dochodu, a ileś lat temu siłą rzeczy taka motywacja założenia bloga i blogowania nie istniała w ogóle. Kolejna sfera życia, która się profesjonalizuje, ale czy przez to ma być nudna? I dla przeciwwagi, żeby nie było tak tylko gorzko – jeśli mi coś się podoba, to konkretnie i bezinteresownie to: chwalę, pokazuję, linkuję do innych blogów, bo uważam, że pozytywne wibracje należy mnożyć i pokazywać światu, i im więcej pozytywnych sygnałów wysyłamy, tym więcej ich otrzymujemy. Wiesz, takie trochę karmiczne rozumienie.

Kolczyki w kształcie filiżanki, imbryka do herbaty i zawieszka w kształcie kawałka placka (biżuteria firmy "fimo") postawione na leśnym muchomorze. Podpis na zdjęciu: "We all mad here"

„We are mad here” – cytat doskonale opisujący blogosferę 😉 Zdjęcia pochodzące z tego wpisu czekały kilka lat (sic!) na realizację 🙂 

Czy są typy postów, które publikujesz, pomimo tego, że nie wzbudzają aż takiego zainteresowania jak inne wpisy?

Tak, są to niektóre posty o tematyce innej niż kosmetyczna. Najczęściej te – w sumie (jeszcze!) u mnie nieliczne – o książkach, filmach czy psychologii życia codziennego. A szkoda… Mam czasem wrażenie, że oto napisałam od nowa epos o Gilgameszu, a odzew jest tak nikły… Tymczasem napiszę krótką, treściwą recenzję jakiegoś kosmetyku, wsadzę ze dwa zdjęcia – i zainteresowanie jest o wiele większe… Może sprawia to główna tematyka bloga – kosmetyki, uroda, makijaże, że inne posty czasem przechodzą prawie bez echa? Ale to co, to znaczy że byłabym jedyną/w nikłym odsetku miłośniczką kosmetyków, która ma jeszcze jakieś inne zainteresowania??? No w to nie chcę wierzyć i nie uwierzę! Dowodem na to np.: Ty.

Niejako z drugiej strony tego pytania powiem, że np. zrezygnowałam z postów denko –choć były całkiem nieźle czytane – bo czułam, że mnie one w ogóle nie rozwijają, a zajmują dużo czasu i żmudnej, nudnej pracy. Denka zbieram teraz na własny użytek by na koniec miesiąca ogarnąć okiem, ile zużyłam, potem tylko robię fotę i wrzucam ją na IG.

Gdybyś cofnęła się w czasie do 2012 roku, ale z wiedzą i doświadczeniem jakie masz teraz na temat blogowania, to od czego rozpoczęłabyś prowadzenie bloga? Czy bardzo zmieniło się Twoje podejście do blogowania?

Na pewno szybciej założyłabym fanpage na FB, a potem konto na IG. Na samym początku blogowania miałam też szablon, który – nie wnikając w szczegóły – utrudniał obserwację bloga, to był duży techniczny błąd, przez to już na samym początku straciłam iluś zainteresowanych czytelników, bo po prostu nie wiedzieli, jak mnie obserwować, jak u mnie zostać.

Bloga zakładałam jako stricte kosmetycznego, ale pisanie tylko o tym szybko mnie znudziło, blogowanie wtedy przestało sprawiać mi frajdę. Więc zaczęłam pisać i o innych sprawach. Przez lata prowadzenia bloga moje podejście do blogowania… spoważniało – choć, paradoksalnie, pojawiają się w nim zabawne teksty, i chcę, by było ich więcej- to właśnie dlatego, że chcę, żeby było to MOJE miejsce w sieci.

Od samego początku zawsze starałam się publikować rzeczy, których nie będę się wstydzić (no OK, tych zdjęć z początków blogowania to się wstydzę, ale zaświadczają teraz o tym, jak to się zmieniło i zmienia), nie robić nic na odwal, dbać o poziom tego, co wypuszczam dalej w świat. Robię to co lubię, to co mogę, tak jak mogę i staram się, robić to najlepiej jak potrafię.

Nie czuję presji, bloguję, bo lubię, i potrzebuję tego – to moja pasja, mój relaks, moja odskocznia, moje zen, coś co dosłownie obniża mi ciśnienie (a to jest mi potrzebne, bo już leczę się na nadciśnienie)

Grafika z cytatem Arthura Conana Doyle: "To a great mind, nothing is little"

O początkach przygody z blogowaniem autorki Wszystkich moich bzików przeczytacie klikając na tę grafikę 😉 

Planujesz pisanie tekstów, robienie zdjęć, a jeżeli tak, to czy masz na to jakiś niezawodny system?

Planuję. Np. tak:

Potem wkładam kartkę do tylnej kieszeni spodni, a potem ją gubię. Ale to nieistotne, bo tego rodzaju grafików używam tylko by sobie napisać/narysować to co mam w głowie. Taka wiesz, mapa mentalna.

Poza tym jak to w życiu: zdarza się, że coś wypadnie i wtedy blog- hobby schodzi na któryś tam plan. Ale oprócz takiego ramowego, poglądowego planu staram się po prostu wykorzystywać wolne chwile (w zależności od ich długości) na: robienie zdjęć ( i teraz zależy jeszcze czego to zdjęcia: produktów, makijażu, swatche), robienie makijażu, obróbkę zdjęć (przerzucanie na komputer, wybieranie, przycinanie, podpisywanie, robienie ew. kolaży), pisanie postów, aktywność na IG, czytanie innych i komentowanie na innych blogach, odpowiadanie na komentarze pod moimi postami, ładowanie zdjęć na bloga. Do jednych zadań potrzebuję aparatu fotograficznego, do innych komputera, a do jeszcze innych wystarczy mi komórka. O, np. dwa dni temu siedziałam czekając („Proszę Pani to zajmie 10 min”) dwie godziny u mechanika samochodowego i przez ten czas nadrobiłam zaległości w lekturze innych i komentowaniu ich postów. Mam pewne ustalone zasady, np. zdjęcia makijaży robię tylko w naturalnym świetle dziennym, a więc dużo zależy od… pory roku. Zimą często brak wystarczającej ilości światła zjada kolory i wtedy makijaż czy swatche są niemożliwe do właściwego sfotografowania. Mając chwilę wieczorem dobieram sobie kolory i kosmetyki do wymyślonego makijażu. Kolorowe, bardziej skomplikowane makijaże wykonuję tylko w dni wolne od pracy- pomijając, że nie bardzo nadają się na zwykły dzień pracy, to po prostu ich wykonanie- a potem fotografowanie – długo trwa, gdy czas goni. A latem, gdy dni są długie i słoneczne- to znowuż nie mogę fotografować makijaży po południu/wieczorem, bo mam mieszkanie z okami na zachód i kolory znowu są zjedzone bo prześwietlone mocnym światłem słonecznym.  Nie raz zdarzało mi się, że po zobaczeniu zdjęć na ekranie monitora stwierdzałam, że nie da się ich pokazać, bo właśnie nie oddają kolorów.  To są, być może tzw. małe rzeczy, które jednak razem zajmują dużo czasu, w sumie potrafią sprawiać duże trudności, i z których zdają sobie sprawę ci, którzy robią to co ja, ale nie sądzę, że uświadamiają to sobie wszyscy inni. Nie muszę mieć do wszystkiego w/w specjalnego, wypaśnego planera, ogarniam bez tego.

To wszystko kosztuje i zachodu, i czasu, ale z racji doświadczenia na pewno zajmuje mi to mniej czasu niż wtedy, kiedy zaczynałam. Prowadzenie bloga to moja mała (?) przyjemność, więc w tym wypadku systematyczność (by nie rzec: reżim) w ogóle nie jest dla mnie problemem.

Dlaczego po tylu latach blogowania zdecydowałaś się na zmianę nazwy bloga?

Zaczęła mnie uwierać i ograniczać stara nazwa bloga: nie po polsku i odnosząca się tylko do makijażu! Zawężała oczekiwania ewentualnych czytelników, a przede wszystkim tematykę bloga, którą jak zostało to już powiedziane, najpierw jakoś tak naturalnie, odruchowo, a potem już z całkowitą premedytacją postanowiłam rozszerzyć o posty inne niż kosmetyczne/urodowe/makijażowe. Stara nazwa bloga za mało mówiła o mnie i o jego treści. Po prostu czułam, że żeby pisać więcej tekstów, muszę się inaczej – jako blog – nazywać!. Teraz łatwiej mi się identyfikować z tą nazwą.

Baner bloga "Wszystkie Moje Bziki"

Współzawodniczysz z siostrą w blogowaniu? 😉

Nie. To dzięki siostrze zaczęłam blogować. Pewnego wiosennego dnia, na ulicy, w drodze do knajpy na spotkanie z naszą koleżanką powiedziała mi: ”Pisz o tym, na czym się znasz. Pisz o kosmetykach.” I zaczęłam pisać. Potem bloga założyła ona (Nails Tale), do czego zachęcałam ją z kolei ja. Mamy trochę inne podejście do bloga, inne zajęcia poza blogiem, inną ilość czasu, którą możemy na niego poświęcać. Jesteśmy inne. Jednakowe jest to, że dla nas obu blog to jest hobby, odskocznia. Ale nie współzawodniczymy ze sobą i nie porównujemy się, inspirujemy się, wspieramy i często tak po prostu gadamy o tematyce naszych blogów, co jest naszym relaksem i odreagowaniem.

Jak wygląda Twoje stanowisko w sprawie współprac na blogu? Zarabiasz na blogu? Czy planujesz „monetyzować” treści wpisów?

Miałam trochę współprac kosmetycznych na zasadzie barteru. Jedną propozycję odrzuciłam, bo wymagała ode mnie ingerencji w mój wygląd, na którą nie miałam ochoty. Ileś tam innych propozycji odrzuciłam bo nie chcę zaśmiecać mojego bloga pewnego rodzaju treściami, których już i tak pełno wszędzie (patrz odp. nr 1). Ale z chęcią przyjmę np. kolejne barterowe współprace kosmetyczne.

A także oczywiście zrecenzuję darmowy pobyt w restauracji/SPA/hotelu oraz komfort noszenia futra i drogiej biżuterii – niestety, z tymi propozycjami nikt nigdy się do mnie nie odezwał…

Na poważnie: nie mam nic przeciwko współpracom, o ile będą dotyczyły czegoś, co mnie interesuje, co mogę na sobie sprawdzić i o czym na blogu mogę napisać w zgodzie ze sobą.  Ale od dawna nie otrzymałam już żadnej propozycji współpracy – może dlatego, że nie widać na blogu za bardzo bym takowe podejmowała? Sama nie zabiegam o współprace (czy to błąd?) wychodząc z założenia, że to ktoś, kto chce by jego produkt u mnie zaistniał ma obejrzeć sobie mojego bloga i odezwać się do mnie.

Na blogu nie zarabiam. To moje hobby. Moja pasja. Powtarzam, że inni mają je jeszcze dziwniejsze, czasochłonne, niezrozumiałe i drogie ( patrz: wędkarze/rekonstruktorzy historyczni/zlepiacze modeli/filateliści itp. Itd. Etc. )! Na poważnie: no właśnie, przecież są różne pasje i nie widzę powodów, dla których blogowanie byłoby mniej sensowne od innego hobby!

Treści nie monetyzuję, nie planuję tego, bo jakoś tego nie widzę. Imponujące historie pod tytułem zamień pasję w (dobrze płatny) zawód mnie jak dotąd nie dotyczą.  Monety przynoszę do domu skądś indziej. Pewnie dlatego – choć mogę narzekać, że to czy tamto jest u mnie mało czytane – mogę sobie spokojnie o tym pisać. Stać mnie na to. Nie dlatego, że zarabiam jakieś kokosy, ale dlatego, że nie zarabiam na blogu. Blog w żadnej mierze mnie nie utrzymuje, to ja prowadzę go, jak na razie wciąż jedynie hobbystycznie.  W tym sensie stać mnie na pisanie o czym chcę i tak jak chcę. Nie ma we mnie desperacji kogoś, kto ma wygenerować takie, a takie dochody z bloga, zacięcia aby udzielać się w towarzystwach żebro-lajków i takowych komentarzy. Na „kom za kom i obserw za obserw” – często u osób, które założyły bloga… teraz, i mają na koncie dwa posty – robi mi się niedobrze. Może jestem za stara na bawienie się w takie rzeczy, może za poważna, może mam za mało czasu bo przecież pracuję gdzie indziej na swoje utrzymanie, mam też oprócz bloga swoje życie, swoje sprawy, swoją historię, i doprawdy trudno porównywać mnie, 38-letnią kobietę z uczennicami, a nawet studentkami. A nawet 30-latkami. 
 
Mam też swoje: wykształcenie,  wykonywany zawód (zawody nawet), a wszystko to absolutnie nie związane z tematyką bloga… No i tak się składa, że jak dotąd oszałamiająca kariera blogera i związane z nią milionowe kontrakty jakoś wciąż temu nie zagrażają. Jeśli ktoś ma ochotę to zmienić- śmiało, niech się do mnie odezwie. 
Kolaż zdjęć z atrakcjami turystycznymi Krakowa i wybranymi daniami oraz piwem :)

Post z propozycjami autorki bloga Wszystkie moje bziki gdzie zjeść i wypić w Krakowie 🙂 Ja z jednego polecenia już skorzystałam i odwiedziłam w dniu moich urodzin kawiarnię „Dziórawy Kocioł”, co do której mam takie samo zdanie jak Joanna 😉 

Czy zamierzasz przenieść bloga na WordPress, a może Blogger spełnia Twoje oczekiwania? Czy odczuwasz jakieś ograniczenia Bloggera?

Na razie nie zamierzam, Blogger spełnia moje oczekiwania i nie czuję jakoś jego ograniczeń. Naczytałam się też tyle strasznych historii (Brr..!) o przenosinach z Bloggera na własną domenę, o stresie, że straciło się bezpowrotnie bloga, że nawet jak kiedyś będę chciała, to się 10 razy zastanowię. Ale nieśpieszno mi do tego.

Dziękuję Ci za rozmowę i życzę miliona nowych Czytelników na blogu Wszystkie moje bziki! 🙂 

 

Joanna jest autorką lifestylowego bloga Wszystkie moje bziki. Znajdziecie tam propozycje makijaży, recenzje kosmetyków, perfum, nie zabraknie również relacji z podróży czy recenzji książek. Jeżeli cenicie wpisy, w których każde słowo jest dokładnie przemyślane, okraszone odpowiednią dawką humoru, a do tego lubicie, gdy autor często aktualizuje swojego bloga, koniecznie tam zaglądajcie 🙂

Instagram: @wszystkiemojebziki

Fanpage: @wszystkiemojebziki

Reznor
kontakt@reznorblog.pl
Nie umiem ustawić obrazka autora, co niebywale mnie frustruje... A tak poza tym kocham naturalne kosmetyki, zarówno te zakupione w sklepie, jak i te robione przeze mnie własnoręcznie :) Czasem miewam mroczne myśli, a moją działalność internetową napędza picie yerba mate ;)