PROJEKT LATO: Bronze Goddess, czyli ja a samoopalacze

PROJEKT LATO: Bronze Goddess, czyli ja a samoopalacze

Bronze Goddess? To zdecydowanie nie ja 😉 Dlatego tym chętniej wypowiem się na temat opalania, solariów, samoopalaczy i innych takich 😉 I powiem Wam jak żyć, czy coś 😀 Albo nie… Wiem! Pokażę Wam krzaki 🙂

Na co to komu? 😉

Zacznijmy od tego, że ja nie do końca rozumiem po co należy się opalać, dlaczego opalona skóra jest niby taka pożądana. Nie ogarniam tego, doceniam uroki każdego typu karnacji 🙂 Opalanie nie zaprząta moich myśli, ale jakieś tam nudne doświadczenia niewarte odnotowania przygody sto lat temu miałam i mogę o nich coś opowiedzieć 😉

Mroczne czasy…

Czasy moich lat nastoletnich przypadały na wielki wybuch mody na hodowanie raka skóry. Do solarium chodził każdy. Porównywanie kończyn w celu sprawdzenia odcienia skóry i rozmówki o mocy lamp (im mocniejsze, tym lepiej) były na porządku dziennym. Znam osoby, które twierdziły, że ich jednorazowa wizyta w solarium trwała od 1 do 1,5 godziny…

W ciągu całego mojego życia byłam na solarium w trzech turach – 4,6 i 8 minut 😉 I to tylko dlatego, że miałam taki karnet na basen, w którym to była możliwość darmowego hodowania czerniaka. Postanowiłam z ciekawości spróbować (szaleństwo), ale uważam, że moja przygoda z solarką trwała za długo o 18 minut 😉 Teraz się tego wstydzę.

Samoopalacze – używanie ich jako przejaw życia na krawędzi 😉

Nie mam bladego pojęcia co mną kierowało kupując samoopalacze 😉 Bo tak z pięć opakowań różnych marek kupiłam i używałam… Już od pierwszego pudełeczka widziałam, że coś jest nie tak, bo ani ten kolor nie wychodził taki, jaki powinien, a do tego pełno było smug, zacieków, no i nie zapominajmy o tym, że śmierdziały 🙂 Żadnego z tych samoopalaczy nie zużyłam do końca. Po co mi one były skoro za cholerę nie umiałam tego aplikować 🙂 Zresztą nie znam osoby, która potrafiła dobrze używać tego typu kosmetyków.

Tylko jeden był w miarę sensowny w używaniu, ale to pewnie dlatego, że to nie był typowy samoopalacz, a balsam – Dove z drobinkami (z drobinkami, ze złotym brokatem – co ten człowiek miał w głowie 🙂 )

Serio – kto z Was potrafi używać samoopalaczy? Przyznajcie się i zdradźcie sekret w jaki sposób Wam się to udaje 🙂

Na szczęście takie szaleńcze eksperymenty jak korzystanie z solarium i używanie samoopalaczy wypadły mi z głowy po przekroczeniu 20 roku życia 😉 Błędy młodości 😀

 

Dlaczego się nie opalałam (i nie opalam)?

Odpowiedź jest prosta – boję się raka skóry. Dlatego w słoneczne dni jestem ubrana w długie spodnie, nierzadko koszule z długim rękawem (czy tam słodkie kobiece bluzeczki dla dam whatever). No i nie zapominam o filtrze przeciwsłonecznym. Ale w mrocznych czasach sprzed 10-14 lat temat negatywnych skutków opalania nie istniał, wręcz przeciwnie, mówiono tylko o pozytywnych aspektach, nawet w przypadku solariów – „Uzyskaj zdrowa opaleniznę na solarium” – dacie wiarę?

Skąd więc ten mój wstręt do opalania? Genezą tego stanu rzeczy jest to, że mam cerę naczynkową, a przy takiej cerze opalanie jest niewskazane, a że to u nas rodzinne, to mamusia od najmłodszych lat przestrzegała mnie przed słoneczkiem 🙂 Mądra mamusia 🙂

Żeby było śmieszniej to miałam, zresztą nadal mam na ramionach, zapalenie okołomieszkowe skóry, gdzie akurat jest na odwrót – odpowiednia dawka słońca przeciwdziała wzmaganiu się tego typu problemu 😉 Ale zapalenie okołomieszkowe to temat na całkiem osobny post 🙂

◆◆◆

Wpis powstał w ramach PROJEKTU LATO 🙂

Zapraszam do Nails tale & Wszystkie moje bziki – blogerek, z którymi uczestniczę w PROJEKCIE LATO 🙂