Co robię z amlą (Phyllanthus Emblica)?

Co robię z amlą (Phyllanthus Emblica)?

Gdyby nie to, że chciałam hennować włosy i trafiłam na grupę na fejsie „Henna na włosy. Miksologia”, to jest wysoce prawdopodobne, że do tej pory myślałabym, że amla to jakieś morskie stworzenie. A teraz – proszę bardzo – nie dość, że wiem co to, to i używam namiętnie i zaraz pokażę Wam, co z tym dokładniej robię!

Jeżeli chodzi o zioła ayurwedyjskie, to na początku moją kopalnią wiedzy był blog „Miksologia”. I stamtąd zaczerpnęłam wiele ziołowych inspiracji, a w przypadku amli (Phyllanthus Emblica) – po prostu wykonywałam po kolei przepisy przedstawione w prześwietnym wpisie dla młodego zioło-padawana: „Zioła do włosów – Ayurveda. Zioła kondycjonujące bez koloru”. Dlatego też po szczegółowe informację o amli i  po przepisy zapraszam tam 🙂

Amla + henna = WM

Amle dodaję do henny. Amla marki Phitofilos i henna od Sattvy

Wszystko zaczęło się od tego, że gdy postanowiłam hennować włosy (lawsonią inermis, tak dla ścisłości), to musiałam do niej wybrać dodatek zakwaszający, co by wydobyć barwnik i ogólnie przeprowadzić dobrze sam proces hennowania. Stwierdziłam, że amla to będzie to – raz, że chciałam mieć raczej ciemniejszy kolor niż rudy, a dwa, amla podbija naturalny skręt włosów, który to staram się z nich wydobyć.

Za niedługo stuknie rok odkąd hennuję włosy, planuję więc z tej okazji po raz pierwszy trochę więcej o tym napisać, wrzucę zdjęcia, opiszę swoje doświadczenia… A efekt kolorystyczny mieszanki henny z amlą pokazywałam Wam nie raz na IG, np. o tu:

View this post on Instagram

Całkiem przypadkiem udało mi się dziś wypełnić wyzwanie @herrbata1 – #nakedhairchallenge 😊 Umyłam na szybkości włosy pokrzywowym rypaczkiem Barwy, a że mi się spieszyło, to nie nakładałam na nie żadnych kosmetyków. No i w drogę 😉 Później, na spacerze, poprosiłam męża o zrobienie zdjęcia i o dziwo i światło dopisało i nikt ani nic nam nie przeszkodziło i proszę – jest! W końcu 🤣 _____________ I powiem Wam, że po pierwsze – nie miałam tak długich włosów od 15 lat 😀 A po drugie nigdy nie były w tak dobrym stanie… Innymi słowy jaram się jak pochodnia 😁 _____________ #hennahair #naturalhaircare #hennowanie #naturalnapielegnacjawlosow #włosy #naturalnapielęgnacja #napieknewlosy #miksologia

A post shared by Gosia R. (Reznor) (@reznorblog) on

Maska-peeling na skalp

Amla - maska-peeling na skórę głowy

Po nabyciu doświadczenia z ziołowym hennowym błotkiem, nałożenie jak i zmycie tej maski-peelingu jest banalne, zupełnie jak jej zrobienie – wystarczy rozmieszać sproszkowaną amlę z wodą. Najlepszy peeling do skóry głowy ever! Wykonuję go co miesiąc od około pół roku 🙂 Zdetronizował dotychczasowe chyba już na stałe 🙂 Jest mocniejszy, no i uwielbiam to, że po prostu go nakładam, a nie muszę masować nim skóry głowy 😉

Macerat z amlą

Macerat z amli

To był mój pierwszy raz. Zrobiłam bardzo małą ilość mojego maceratu, tak na jedno olejowanie, bo nie byłam pewna, czy mi wyjdzie 😀 Ale wyszedł i był dla mnie genialny, po olejowaniu włosy były błyszczące i – tak – falowane 😉

Macerat z amli postanowiłam zrobić na bazie mojego ulubionego oleju z babassu, ale muszę na przyszłość zapamietać, żeby nie używac tego oleju podczas jesieni i zimy, bo on zastyga przy niższych temperaturach. Lekko się zdziwiłam, jak ostatniego dnia macerowania, mój wytwór miał formę stałą 😀 Ale spoko, kąpiel wodna pomogła 😉 To nie jest chyba problem roku, no ale od czasu do czasu macerat należy przemieszać, prościej będzie z olejem, który nie zastyga 😉

Pierwszy raz za mną, teraz myślę o kolejnych maceratach, na pewno wypróbuję różne opcje, ale dla mnie, w związku z tym, że chcę mieć falowane włosy, macerat z amli to must have 🙂

◆◆◆

Takie rzeczy robię z amlą 🙂 Jeżeli ktoś ciekawy amlowych przepisów, to przypominam – zapraszam na Miksologię 🙂