Wiedeńskie potyczki kosmetyczne Alicji, autorki bloga „Z Alicją przez Wiedeń”

Wiedeńskie potyczki kosmetyczne Alicji, autorki bloga „Z Alicją przez Wiedeń”

Dzisiejszy wpis jest wyjątkowy – Alicja, autorka bloga „Z Alicją przez Wiedeń” przygotowała dla nas opis swoich kosmetycznych doświadczeń. Będzie bardzo dużo o kosmetykach – z wyższej półki, z drogeryjnej półki, o poszukiwaniu naturalnych składów kosmetycznych. Dowiemy się również, czy te same kosmetyki, ale przeznaczone na rynek polski i austriacki różnią się między sobą składnikami.Zapraszam do lektury! 🙂

Wiedeńskie potyczki kosmetyczne Alicji

Musicie wiedzieć, że dla mnie pisanie o kosmetykach to jakiś kosmos! 😀 Tak naprawdę nigdy nie przywiązywałam do nich uwagi, do dzisiaj stosuję tylko te, które muszę, które są absolutnym minimum potrzebnym, by doprowadzić się do jako takiego wyglądu. Pamiętam, że zdarzyło mi się podczas studiów iść na zajęcia bez uczesania się. W połowie drogi przypomniałam sobie, że moje włosy nie spotkały się dzisiaj ze szczotką… ale nie było źle, dla mnie było normalnie. Zawsze podziwiałam dziewczyny, które wstawały codziennie 3 godziny wcześniej, żeby umyć, wysuszyć, wyprostować, wygofrować i grubo polakierować swoje włosy. Taaaakie poświęcenie? Tyyyle pracy? Pewnie pomyślicie, że jestem nie dbającą o siebie ignorantką… a ja po prostu nie zawsze chcę tracić czas i pieniądze na kosmetyki, bez których mogę się obejść 🙂 Post kosmetyczny to dla mnie prawdziwe wyzwanie i jednocześnie nowe doświadczenie. Sama jestem bardzo ciekawa końcowego efektu. Zapraszam! 🙂

Moje wybory kosmetyczne na przestrzeni ostatniego roku

Wstyd się przyznać, ale do niedawna zwracałam większą uwagę na markę i promocyjne ceny, niż skład produktów. Tym sposobem do mojej łazienki często trafiały produkty Nivea, Garnier, L’Oreal. Nie są one godne polecenia, ani pod względem składu, ani działania. Z podkładów z L’Oreal w ogóle nie byłam zadowolona, były bardzo nietrwałe. Na poniższym zdjęciu produkty, które bardzo mnie rozczarowały.

balsamy do ciała Dove i Nivea, szampony do włosów Bealea i Rausch, krem do twarzy Caudalie, base coat Essence, olejek do ciała Garniere i dwa podkłady do twarzy Loreal

Później stwierdziłam, że nadszedł czas na zapoznanie się z „naturalnymi” kosmetykami. Dlatego (całkiem niepotrzebnie) wstępowałam do apteki kupując 3 produkty zostawiałam tam prawie 60 Euro. Okazywało się, że te specjały wcale zadowalające nie były, wręcz przeciwnie – po naturalnym szamponie dla weganów, (który i tak zawierał barwniki) i po specjalnej odżywce z tejże serii w ogóle nie mogłam moich włosów rozczesać, były matowe i się puszyły. Wypróbowałam inny apteczny szampon o „super recepturze” za kolejne 10 Euro – było jeszcze gorzej. Na Dzień Kobiet postanowiłam sprawić sobie prezent. Kupiłam w aptece mleczko do demakijażu, tonik i krem do twarzy francuskiej firmy Caudalie. (kolejne 75 Euro – mam nadzieję, że mój mąż się nie dowie! :)) Brzoskwiniowy żel pod prysznic dostałam gratis. (Zdjęcia toniku nie znalazłam, a opakowanie już dawno wyrzuciłam, szkoda, że nie zrobiłam na czas zdjęć, ale nigdy nie przypuszczałam, że będę kiedykolwiek pisać coś o kosmetykach! 🙂

Caudalie - mleczko do demakijażu, tonik i krem do twarzy

Na bazie wyciągu z pestek winogron, kosmetyki te miały działać cuda. Podobno moja cera nie potrzebowała żadnej innej dodatkowej pielęgnacji, nie musiałam używać do mycia żelów ani wody. Francuskie specyfiki nie były złe, ale ich zapach bardzo mnie odstraszał, a poza tym nie będę ukrywać rozczarowania, bo spodziewałam się produktów luksusowych. Dla mnie one takie nie były. Najbardziej rozczarował mnie żel pod prysznic. Aplikacja była bardzo trudna, (wieczko nie chciało się otwierać, często bolał mnie kciuk od otwierania na siłę) zapach okropny, a działanie – niczego na plus nie zauważyłam. Później zaczęłam próbować szamponów i odżywek firmy WELEDA (kompleksowo naturalne kosmetyki) i RAUSCH dostępnych w aptekach, ale też w normalnych drogeriach. Jeżeli chodzi o Weledę, chyba źle dopasowałam szampon do moich włosów. W ogóle się u mnie nie sprawdziła ta firma, poza tym szampon nie pienił się dobrze a jego zapach pozostawiał wiele do życzenia.

Sklepowa półka - kosmetyki Weleda

 

Sklepowa półka - kosmetyki Rausch

Szampon Rausch, na bazie ziół szwajcarskich nawet mi podpasował, z resztą byłam przekonana o jego naturalnym składzie. No bo przecież porządna firma szwajcarska, znaczek Competence, ziołowy i muszę przyznać – wydajny. Niewielka ilość szamponu imponująco pieniła się na włosach. Już byłam przekonana co do mojego wyboru (trochę drogiego – za 200 ml szamponu zapłaciłam prawie 13 Euro), aż tu nagle mój mąż zapoznał mnie z diabelską aplikacją na smartfony CODECHECK. Wystarczy zeskanować kod kreskowy danego produktu i wyświetli się nam cała lista informacji o jego składzie i potencjalnie niebezpiecznych substancjach. Aplikacja pomyślana jest też w formie zwykłej strony internetowej, na której wystarczy wpisać nazwę produktu i przeczytać  o nim interesujące nas informacje. Okazało się, że mój drogi, superowy, szwajcarski szampon poza 11 polecanymi, bezpiecznymi składnikami, zawiera 3 raczej nie polecane i kolejne 2 w ogóle nie polecane, co więcej – dwa barwniki, które nijak nie były przeznaczone dla naturalnych produktów.

 

Zrzut ekranu - aplokacjia Codecheck

Tak oto zaczęła się dla mnie nowa era pikania. Skanowania w sklepach kodów kreskowych i kontrolowania składów. Przekonałam się, że drogie produkty uchodzące za ekskluzywne, wcale takie nie są, a te sklepowe, mniej znane marki, poza trzykrotnie niższą ceną posiadają o wiele bezpieczniejszy skład.

Co lubię?

Pielęgnacja

Z kosmetyków pielęgnacyjnych preferuję akceptowalnie bezpieczną i mieszczącą się w rozsądnych przedziałach cenowych firmę drogeryjną ALVERDE.

 
Sklepowa półka Alverde

 

Alverde - szampon do włosów, żel pod prysznic, lotion do ciała

Według wspomnianej wyżej aplikacji, produkty te nie mają w ogóle szkodliwych substancji, więc postanowiłam zaufać ich naturalności. (Nie wszystkie linie tej firmy są całkowicie wolne od szkodliwych substancji, każdy produkt trzeba kontrolować).

Jestem z nich bardzo zadowolona, pięknie pachną, są naturalne i w przystępnej cenie – 2,5 do 3,5 Euro. Rezultaty też są zadowalające, więc mogę spokojnie powiedzieć, że znalazłam odpowiednie dla siebie kosmetyki.

Makijaż

Makijaż robię tylko kiedy muszę, najczęściej do pracy. Poza tym rzadko zobaczycie mnie z makijażem na twarzy. Do dzisiaj nie opanowałam jeszcze sztuki makijażu oczu, nie umiem zrobić kreski ani nie używam cieni do powiek. Kupiłam nawet kiedyś jakieś, ale nie mam cierpliwości, zdolności ani, w końcu, potrzeby ich używać. Absolutne minimum to: oczyszczenie i stonizowanie twarzy,

płyn micelarny Balea, Alverde - mleczko do makijażu oczu, peeling do twarzy, dwa produkty do oczyszczania twarzy

wklepanie kremu, nałożenie podkładu, przypudrowanie, rozczesanie i ewentualnie podkreślenie brwi i wymalowanie rzęs. Obowiązkowo pomadka i od czasu do czasu konturówka do ust. To wszystko :

Kosmetyki kolorowe: podkład i puder Estee Lauder, tusz do rzęs L'Oreal, dwie kredki do ust, dwie szminki, odzywka do rzęs Eveline oraz dwa pędzle do makijażu i krem nawilżający Nonique

Paznokcie

Z malowaniem paznokci zawsze miałam problem. Przez bardzo długi czas nie malowałam ich w ogóle, bo denerwowało mnie, że już na drugi dzień lakier odpryskuje i wygląda obrzydliwie. Hybrydy i inne nowości nie są dla mnie – szkoda mi czasu i pieniędzy na taką zabawę. Odnalazłam idealne dla mnie lakiery do paznokci, które utrzymują się u mnie 3, 4 dni w bardzo dobrym stanie.

Sklepowa półka - lakiery do paznokci Essie

Pięć ulubionych lakierów do paznokci Alicji marki Essie - 4 odcienie nude i czerwień

Ogromną popularnością tutaj cieszą się produkty firmy Balea dostępne we wszystkich sieciach dm. Są one bardzo tanie – za szampon, odżywkę, czy żel pod prysznic, często zapłacimy niecałe 1 Euro od sztuki. Składy są bardzo dobre, szampony bez sylikonów (w przeciwieństwie do L’Oreal, Nivea i tym podobnych), zawierają jednak czasem barwniki i substancje wzmacniające zapach. Nie są też tak wydajne, jak moje ulubione z Alverde, ale kupuję je od czasu do czasu na odmianę. Lubię różnorodność, w dodatku za taką cenę… 🙂

Sklepowa półka - kosmetyki marki Balea

Czy potrzeba jeszcze jakiś innych kosmetyków? A tak, zapomniałabym – olej kokosowy i lniany. Mam, używam, jestem zachwycona 🙂 Kupiłam je pod wpływem postów przeczytanych na blogu ReznorBlog i to był strzał w 10-kę!:

Jest jeszcze jeden kosmetyk, który uznaję za mój ulubiony i będę do niego zawsze wracać. Balsam do ciała CHLOE o różanym zapachu. Zachwycił mnie od pierwszej aplikacji – zapach jest bardzo trwały, długo utrzymuje się na ciele i przesiąkają nim nawet ubrania. Szlafrok, który zakładałam po balsamowaniu pachniał jeszcze przez 4 dni. Konsystencja jest idealna, kosmetyk bardzo wydajny, perfekcyjnie pielęgnował moją skórę. Była bardzo dobrze nawilżona, elastyczna i przepięknie pachnąca. 3 razy TAK! 🙂 Nie mam pojęcia jaki ma skład (nie ma go na Codecheck), ale nawet jeśli ma bardzo zły skład, będę go choćby 1 raz w tygodniu używać! Dla mnie to luksusowy produkt na najwyższym poziomie.

Balsam do ciała Chloe

 

Skład balsamu do ciała Chloe

Podsumowanie

Często słyszę, że produkty kupowane w Austrii, choć są te same z marki i nazwy, różnią się składem od tych, które można kupić w Polsce. Różnicę widać gołym okiem przede wszystkim na środkach czystości, proszkach czy płynach do prania. Jak to jest z kosmetykami? Przypomina mi się, że podczas studiów rozmawiałam z koleżanką z akademika o kosmetykach zawierających parabeny. Ja nie miałam o tym pojęcia, a ona stwierdziła, że mój balsam do ciała z Nivea też zawiera parabeny i że ona na moim miejscu by go nie używała. Przejrzałyśmy jego skład i była bardzo zdziwiona, ale nie znalazła tam ani jednego parabenu. Wtedy przekonałam się, że ten sam kosmetyk produkowany dla rynku austriackiego ma lepszy, bezpieczniejszy skład niż dla rynku polskiego. A co z ceną? Cena ta sama… czasem nawet zdarzyło mi się w Austrii kupić taniej. Historia ta miała miejsce 4 lata temu. Sprawdziłam teraz skład tych balsamów i niestety, zarówno w produktach Nivea jak i Dove, odnalazłam parabeny. Co gorsza pamiętam, że zwracałam uwagę na aluminium w antyperspirantach w kulce. Dawniej trafiałam częściej na preparaty bez aluminium, teraz jest o wiele trudniej takie znaleźć. Ja ich w ogóle nie używam, ale kupowałam ostatnio dla męża i znalazłam tylko te dwie firmy, których produkty nie zawierały aluminium. Jakie? Alverde (cena ok 3 Euro) i Balea za 0,95 Euro. Nawet najdroższy antyperspirant z L’Oreal za 4 Euro zawierał dwie niepolecane substancje… Co prawda produkty męskie z Alverde nie zachwycają zapachem tak bardzo jak inne popularne marki, ale da się je zaakceptować. Dla mnie istotne jest, że nie przepłacam i nie kupuję kota w worku.

Kosmetzki dla mcyzyn - żel pod prysznic Balea i dwa antyperspiranty Alverde

Już od dłuższego czasu w wiedeńskich drogeriach kupić można produkty polskiej firmy ZIAJA. Było to dla mnie miłe zaskoczenie! 🙂 Ceny co prawda wyższe, ale to taki miły polski akcent podczas zakupów 🙂

Sklepowa półka, a na niej kosmetyki Ziai w otoczeniu innych niepolskich firm

 

Blog Alicji:  <klik>
Fanpage: <klik>

Alicja jest autorką bloga „Z Alicją przez Wiedeń”, traktującego o życiu w Wiedniu 🙂 Oprócz wielu praktycznych informacji, dowiemy się tam o najciekawszych wydarzeniach odbywających się austriackiej stolicy. Alicja opowie nam o kulturze Wiednia, zabytkach, sztuce. Dowiemy się czegoś nowego o samych Wiedeńczykach. Do tego zostaniemy wirtualnie uraczeni wiedeńskimi potrawami 🙂 Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia Alicji i Wiednia 🙂

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Podejrzewam, że w Austrii jest większy wybór kosmetyków niż w Polsce co daje większe możliwości 😉

    • Też tak myślę, ale lepsze i gorsze kosmetyki wszędzie się znajdą, a to znaczy, że wszystkie tak czy siak należy kontrolować.

  • ciekawy post:) ja dla mnie tylko naturalne kosmetyki, ojlee, hydrolaty itp. Jestem mega zadowolona:)

    • Dziękuję 🙂 Szczerze przyznam, że moja wiedza kosmetyczna jest minimalna 🙂 Chętnie poczytam i dowiem się czegoś o hydrolatach 🙂

  • Już od dawna miałam się przyjrzeć marce Balea i w końcu muszę się skusić 🙂 Za to lakiery Essie (o jakże pięknej kolorystyce) niestety nie zdobyły mojego serca pod względem trwałości i łatwości malowania. Mnie irytuje właśnie podejście tych, co muszą mieć najdroższe kosmetyki, a totalnie ignorują ich składy i nie wierzą, że coś taniego może być ultra dobre! Olej lniany – mój bohater!

    • Balea jest bardzo dobra jak na swoją cenę to wręcz rewelacja i rzeczywiście ma bardzo dobry skład. Lakiery Essie dla mnie są najlepsze, jako jedyne wyglądają przy mojej aplikacji profesjonalnie i na moich paznokciach są bardzo trwałe. Widocznie masz inne zapotrzebowanie, albo trafiłaś na jakąś feralną serię? Jest to możliwe w ogóle?

  • fajny taki post 🙂 o Alverde i Balea słyszałam już nieraz i chciałabym wypróbować coś z tych marek 🙂

  • Bardzo chętnie wybrałabym się na kosmetyczną wycieczkę i spróbowała czegoś z Alverde czy Balea, tyle dobrego się o nich słyszy 🙂

    • Zachęcam jak najbardziej! 🙂 Przy okazji koniecznie obejrzyj Wiedeń również od turystycznej strony! O kilku ciekawych miejscach przeczytasz na moim blogu 🙂

  • Z przyjemnością prześledziłam treść wpisu :). Kolory lakierów do paznokci baaaardzo mi się podobają. Ja często też chodzę bez makijażu, no ewentualnie jakieś pudry, żeby nie wyglądać jak biała śmierć :D. Make up robię tylko na specjalne okazje :).

  • Ile ciekawych kosmetyków, aż nie mogę oczu oderwać. ^^ Ten szampon na bazie ziół szwajcarskich chętnie bym wypróbowała. 🙂

    • Jest godny polecenia mimo dwoch mniej naturalnych skladnikow 🙂 Ladnie pachnie, dobrze oczyszcza skore glowy i pieknie sie pieni. Jesli nie straszne Ci te dwie substancje, wyprobuj koniecznie! Polecam tez odzywke – bedzie latwiej rozczesac wlosy 🙂

  • Super post 🙂 Taki trochę zdrugiej strony lustra, bo ja mam kosmetyków mnóstwo 🙂